To jedyne takie miejsce w Ząbkowicach Śląskich, gdzie dosłownie 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu można być dotkniętym łaską.

Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego piastowany już ponad 71 lat przez Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji, które z Lwowa przybyły do naszego miasta (jak wiele naszych rodzin wywodzących się z Kresów II Rzeczypospolitej rodzin) to nieprzerwane źródło światła podtrzymywanego wiarą. Gorąca modlitwa sióstr promieniuje ciepłem dającym schronienie ufnym wbrew przeciwnościom, ale i skołatanym nimi. Przychodzą tam również ci, którzy niespodziewanie dla samych siebie doznają najwyższej amplitudy duchowego trzęsienia ziemi. Jego źródłem jest Jezus, którego pod postacią chleba eucharystycznego można zobaczyć na własne oczy. Tylko dla tego przeżycia warto znaleźć się we wnętrzu zabytkowej świątyni, w której aura męczenników braci dominikańskich z XV wieku niewidzialnie miesza się z mikroklimatem nieprzerwanej oracji sióstr klarysek i modlitewnego szeptu wiernych przybywających tu przez cały dzień (czasem i w nocy).

Siostry Klaryski pokorną modlitwą i pracą oraz wielokrotnymi błaganiami uzyskują materialną pomoc, by oddane im przez Opatrzność i ludzi świątynia wraz z klasztorem, odzyskiwały kształt nadany przez fundatorów, architektów, artystów i budowniczych. Prawie rok temu udało się przywrócić pierwotny wygląd predelli w ołtarzu głównym. Mimo upływu kilkunastu miesięcy nastawa ołtarzowa nawet z daleka imponuje duchową witalnością uplastycznioną jej barwami i kształtami. W tym roku siostry doprowadziły do realizacji kolejnego etapu renowacji przestrzeni prezbiterialnej. Stalla południowa, po profesjonalnym i misternie przeprowadzonej operacji konserwatorskiej urzeka. Gdy dzisiaj zobaczyłem ją w pełnej krasie (od paru dni była montowana i „dopieszczana” przez ekipę fachowców) z zachwytu stanąłem jak wryty. Mając po prawej stronie przywróconą do pierwotnego wyglądu po prawie 200 latach połać prezbiterium, znajdowałem się na wprost eksponowanego w monstrancji Pana Jezusa. „Odruchowo” (?) szepnąłem „Jezu, jakie to piękne!”. (…)

(…) Wyszedłem do wirydarza klasztornego by odetchnąć.