Dowiedziałem się dzisiaj, że ostatnie pożegnanie Pawła Polewskiego odbędzie się w najbliższy czwartek. Jego wczorajsze odejście, jakże bardzo przedwczesne, jakże bardzo przykre ze względu na pamięć o wspólnych pracach i przeżyciach, jakże dotkliwe, bo już nie spotkamy się wbrew snutym planom.

Nie wiem jaka będzie pogoda w dniu pogrzebu Pawła, ale nie zdziwię się, jeśli będzie mocno padać. Nie dlatego, że tak prognozują meteorolodzy, ale po to, by nie trzeba było ukrywać łez. Nie rzecz w tym, aby ulec uczuciom, ale by je uczynić znakiem – po to płaczemy na pogrzebach ludzi, którzy są dla nas ważni. Łzami koimy smutek, ale też wyrażamy nasz stosunek do zmarłej osoby

Jak Paweł zapisał się w mojej pamięci? Współpracowaliśmy ze sobą przez ponad pięć lat. Byliśmy prawdziwymi kolegami (nie chcę nadużywać słów…), bo mogliśmy sobie otwarcie mówić o wielu kwestiach zawodowych, ale też szczerze rozmawiać o tym, co osobiste. Paweł nigdy nie zamykał się w kapsule zawodowej rutyny, pozostawał otwarty i gotowy do poszukiwania. Szukanie wyjść z sytuacji, które zdawały się bez wyjścia, było pasją Pawła. I co charakterystyczne: nie dążył do konfrontacyjnych rozwiązań, lecz do rozstrzygnięć kompromisowych. Nie zawsze mi to odpowiadało. Nawet raz czy drugi miałem poczucie dyskomfortu, bo ugodowość, choć piękna na obrazkach, w rzeczywistości stanowi jakąś formę rezygnacji, cofnięcia się, ustępstwa na rzecz adwersarza, a czasem przeciwnika. Paweł bardzo starał się za każdym takim razem zaakcentować, uwypuklić zalety takiego modelu relacji międzyludzkich.

W tym – jak mniemam – kryła się istota jego życiowej filozofii. Łączyć, a przynajmniej zbliżać, a już z pewnością nie oddalać ludzi od siebie wzajemnie. Paweł, zawsze zapracowany, zawsze elegancki, zawsze precyzyjny, zawsze uśmiechnięty, zawsze pozytywnie usposobiony do przyszłości i zawsze przychylny drugiemu człowiekowi. Takim zapamiętam Cię, Pawle. Odpoczywaj w pokoju wiecznym. Życie zmienia się, lecz nie kończy się… Już to wiesz.